kot

Mordercy - Horror w 100 słowach (wyniki)

24.05.2016

Gratulujemy zwycięzcom, poniżej możecie zapoznać się z nagrodzonymi tekstami oraz tekstami, które zasłużyły według nas na wyróżnienie, natomiast teraz pozwolimy sobie na wyjaśnienie, dlaczego nie złożymy z tego konkursowej antologii. 100 słów nie jest formą łatwą i nie można jej pisać jak opowiadanie. Większość zgłoszeń, jakie otrzymaliśmy, to sceny brutalnych mordów, którym, mimo że napisane są z fantazją i poprawnie stylistycznie, brakuje zaczepienia emocjonalnego u czytelnika. Do tego potrzebne jest wprowadzenie, na które przy tak krótkiej formie brakuje miejsca. Wybór zwycięzców nie był łatwy, ponieważ każdy z jurorów ma trochę inny gust, natomiast to, co charakteryzuje wyróżnione teksty, to pointa. Drabble nie może być opisem, musi do czegoś prowadzić i przede wszystkim musi wywołać reakcję emocjonalna u czytelnika: uśmiech, zaskoczenie, refleksję, dreszcz. Ta zasada właściwie stosuje się również do pozostałych form literackich, ale im krótszy tekst, tym bardziej widać wszystkie braki. Mamy nadzieję, że ta krótka uwaga pozwoli Wam na udoskonalenie warsztatu pisarskiego. Zapraszamy do udziału w następnych konkursach.


MIEJSCE 1: Czerwony pająk, Kosma Mitraszewski

Nic już nie dawało ukojenia. Ani malowanie obrazów krwi, ani malowanie krwią obrazów. Lucjan zapłakał i nad wypatroszonymi zwłokami młodej, eterycznej dziewczyny, wprawną ręką artysty zaczął pisać kolejny anonim. Chciał, żeby wiedzieli, gdzie są ciała, chciał zwrócić je rodzinom.

Dziewczynę, jak zwykle, wybrał nieprzypadkowo. Miał nadzieję, że tym razem znalazł wreszcie kogoś takiego jak on. Znów się pomylił. Znów musiał odreagować. Ociekający krwią ofiary nóż powoli i z namaszczeniem wbił w swoje lewe oko. Ból rozszarpał mu świadomość na milion kawałków, jednak zaraz po wyciągnięciu ostrza oko wyglądało na powrót jak nowe. Jest taki samotny. Dlaczego sam nie może umrzeć?

MIEJSCE 2: Kain, Anna Musiałowicz

Kruk rozdrapuje ziemię. Z wysokości sfrunął na pole, by wskazać mi sposób. Rzucam się na kolana, gołymi rękoma rozrzucam błotniste grudy. Dół musi być głęboki, by pomieścić brata mego.

Oto ja, pierworodny, z dniem poczęcia znienawidzony. Z grzechu zrodzony. Człowiek. Morderca.

Oto on. Umiłowany. Moimi rękoma Bóg się posłużył, by mieć tę lichą duszę u siebie. Mnie i mój ród ukarze za pragnienie posiadania go na własność. Oto brat mój. Dziecię Boże. Trup.

Wyrywam nóż z szyi brata. Krew rozbryzguje się i tworzy tatuaż na mym obliczu. Jakby ogień piekielny wypalił mi pół twarzy. Znamię Kaina – tak będą je zwali.

MIEJSCE 3: Piórem z Parkera, Jakub Tyszkowski

Zanim podpiszę, zalewam wrzątkiem Earl Greya. Wychylam do dna, czując, jak parzy w przełyk. Ogień rozlewa się po wnętrznościach. Pali jak skurwysyn, ale wytrzymuję. Przecierpiałem więcej, żeby dostać się tu, gdzie jestem.

Oni zniosą większy ból. Czy będą krzyczeć, kiedy mięśnie odejdą od kości? Czy zdążą ujrzeć, jak brzuch eksploduje posoką? Co zobaczą, jeśli mózg zacznie się gotować we wnętrzu czaszki? A ci, co przeżyją – jak długo będą płakać po stracie bliskich, zanim też umrą?

Muszę mieć wszystko na kamerze. Jak nie z ziemi, to z lotu ptaka.

Podpisuję.

Harry Truman, 6 sierpnia 1945
Boże, błogosław Amerykę

WYRÓŻNIENIE GMORKA

Słoneczko, Agnieszka Przybysz i Michał Lipka

Słyszę to.

Zakrywam ręką usta. Oddychać, oby nie za głośno, bo mogą mnie usłyszeć. Są już blisko, słyszę je. Mlaszczące odgłosy krwawych ciał na schodach, na podłodze, na dywanie. Nie miałam dokąd uciec, były wszędzie, a stąd ucieczki już nie ma. Chyba, że tym małym okienkiem i tak dla mnie za ciasnym. Co za ironia losu. Przez podobnie niewielki otwór wyciągałam je, rozczłonkowując, kiedy ich jeszcze nie w pełni ukształtowane ciała były za duże w jednym kawałku. To był w końcu tylko problem, który pomagałam ludziom rozwiązać. Klinika aborcyjna „Słoneczko”; założyłam ją. Niosłam jedynie pomoc. Pomoc!

– Pomooo…!!!

Wiedziałam, Aleksandra Morrison

Wiedział, że w końcu przyjdzie także i do niego. Spodziewał się jej i śmierci, która ciągnęła się za nią niczym ślubny welon. Nie była ponętną seryjną morderczynią z hollywoodzkiej produkcji. Z daleka mogłaby wydawać się godna pożądania, jednak czar pryskał przy bliższym poznaniu. Gorączkowo obwiniał samego siebie, wiedział, że sam zaprosił ją do swojego życia. Wiedział jednak, że już za późno, że i tak długo opierał się jej objęciom. Postanowił wyjść jej naprzeciw. Podchodząc do drzwi, spojrzał w lustro. Tak, to przybyła ona, najobrzydliwsza ze wszystkich. Nuda.

Okno, Maciej Zawadzki

Mały Andrej patrzył przez okno na podwórko. Bawiła się na nim dziewięcioletnia Nadja. Biegała wokół kałuży, która pozostała po nocnej ulewie. Zaśmiał się delikatnie, gdy dziewczynka ubrudziła sobie lewy but. Chciał do niej dołączyć. Niestety mama zabroniła mu wychodzić. Znów zmoczył się w łóżku. Znów mu się za to oberwało.

Czuł się samotny. Ojciec na wojnie. Brat w mogile.

Dziewczynka przerwała swój „taniec” i spojrzała w kierunku Andreja. Uśmiechnęli się do siebie.

Kto mógł wtedy pomyśleć, że trzydzieści lat później zgwałci i zadźga nożem podobną dziewczynkę, pierwszą ze swoich pięćdziesięciu trzech ofiar, a znany światu będzie jako Rzeźnik z Rostowa.

Pożegnanie z lancetem, Kamil Kornatowski

Wreszcie skończył.

Stanął przed lustrem w brudnej umywalni w swoim mieszkanku niedaleko Whitechapel. Kapelusz i płaszcz zdjął już w przedpokoju. Lancet zgrzytnął nieprzyjemnie w kontakcie z metalową miednicą. Musiał być jednak czysty. Wszystko musiało być czyste.

Reszta ubrań, nie wyłączając rękawiczek, poszła do pieca. Nie będą już potrzebne. Ciało też musiało być czyste, wyszorował starannie każdy zakamarek. Słyszał w uszach pokrzykiwania policjantów i szepty ofiar. Dziwkarskiego brudu.

Tej nocy budynek spłonie, zniknie reszta śladów.

Dziewczyna spojrzała w lustro jeszcze raz, uśmiechając się do dobrze wykonanej roboty. Życie szwaczki nie mogło być złe.

Zwłaszcza szwaczki o dłoniach tak zręcznych jak jej.