kot

Pulp’s not dead

11.09.2015

Cieszy mnie świadomość, że istnieje jeszcze kilku takich pisarzy, którzy ośmielają się podwinąć ten gruby, włochaty dywan wygodnej codzienności, aby na poważnie przyjrzeć się ukrytemu pod nim wijącemu robactwu.

Graham Masterton

Próbowaliście kiedyś ugotować książkę na twardo? Nie? To uważajcie, jak będziecie próbować, bo macie już konkurencję. I to naprawdę mocną!

Na początku należy wyjaśnić, że książka Hardboiled nie jest zbiorem tekstów hardboildowych w najpopularniejszym tego słowa znaczeniu, czyli skąpanych w półmroku opowieści detektywistycznych w noirowej stylistyce. Przynajmniej nie do końca.


Pierwszym tekstem antologii jest Lana Juliusza Wojciechowicza i już tutaj mamy odejście od powszechnej definicji prozy „gotowanej na twardo” na rzecz pierwotnego jej znaczenia, czyli opowieści zdominowanych przez mroczne tajemnice, którym czoła stawia cyniczny i obdarzony wrażliwością płyty chodnikowej bohater. Tex Harley Wojciechowicza nie przypomina Snake’a Pliskena tylko dlatego (pomijając fakt obu sprawnych patrzałek i nieco skromniejszego owłosienia twarzoczaszki), że w byciu cynicznym draniem bije uciekiniera z Nowego Jorku na głowę. Przeżarte dekadencją, depresyjne i nieco deliryczne Ghost City, będące tłem mrocznej, czarno-białej (ale zdrowo przyprawionej krwistym szkarłatem) codzienności Texa, jest niemal żywcem wyjęte z komiksów Franka Millera. Klimat opowieści z każdą stroną gęstnieje, doprawiany dodatkowo coraz obfitszymi oparami dymu tytoniowego. Tekst meandruje nie tylko w sferze fabularnej, lecz również stylistycznej, zahaczając o całe mrowie motywów ulubionych przez twórców pulpowych.

Śpij, kochanie, spij Roberta Ziębińskiego to już noirowy kryminał pełną gębą, z czająca się grozą w tle. Mamy biuro prywatnego detektywa, piękną, tajemniczą femme fatale, desperacko poszukującą pomocy, i oczywiście nieodłączny nikotynowy opar. Całość sprytnie przetransponowana ze Stanów w czasach prohibicji do współczesnej Polski. Główny bohater, choć cyniczny i błyskotliwy jak na hardboildowego twardziela przystało, ma swoje problemy. Choćby chciał, nie może być Philipem Marlowem – szefowa pogania go i nęka nocnymi telefonami. Na szczególną uwagę zasługuje „ścieżka dźwiękowa” towarzysząca opowieści Ziębińskiego – to prawdziwy przewodnik po bluesowym uniwersum i świetne tło dla przemyśleń detektywa, snującego się zaśnieżonymi ulicami Warszawy nie najmłodszą już toyotą. Sądząc jednak po muzyce sączącej się z trzeszczących głośników, nasz bohater dużo lepiej czułby się w starym dodge’u chargerze lub buicku century z kremową, skórzaną tapicerką.

Kolejny tekst – Ambisentencja Zychli to dowód, że jeśli myśleliście, iż Lana była pokręcona, to… no, w zasadzie mieliście rację, ale Zychla ani myśli ustępować pola Wojciechowiczowi i jego Lanie. Ponownie mamy do czynienia ze schematem 3D, czyli depresyjnie, dekadencko, delirycznie. Fabuła znów twistuje niczym Travolta w Pulp Fiction, ale tym razem twistuje inaczej – co bynajmniej nie znaczy, że gorzej – po zychlowemu. Blokowiska w literaturze mają to do siebie, że na ogół są szare, ponure, może nieco mroczne. Marek Zychla zabiera czytelników do takiej właśnie dzielnicy. No, prawie. To akurat „osiedle” nie jest tylko nieco mroczne, jest co najmniej mroczne jak diabli, zwłaszcza jeśli stanie się na wysypisku śmieci i spojrzy w stronę pewnego muru – muru zbudowanego z ludzkich tkanek.

Ostatni tekst antologii, Chińska Podróbka Kornela Mikołajczyka, stanowi hardboildowe votum separatum. Zwłaszcza w odniesieniu do kipiących gęstym, mrocznym klimatem tekstów Wojciechowicza i Zychli. Mikołajczyk powraca do schematu bardziej kryminalnego. Podobnie jak Ziębiński trzyma się sztywnych ram gatunkowych, jednak miejsce akcji osadza w mocno futurystycznej metropolii. Główny bohater Podróbki to trochę Sherlock Holmes, trochę holistyczny detektyw, Dirk Gently, trochę Rick Deckard, a trochę… do licha! Niecodziennych detektywów można wymieniać bez końca, a Valter Fingo pozostanie Valterem Fingo w swoim wybitnie noirowym kapeluszu i płaszczu z pogranicza hardboiled i science-fiction. Dzięki cyberpunkowej otoczce i dalekowschodnim akcentom już od pierwszych stron przywodzi na myśl samego Williama Gibsona. Mimo iż cała intryga działa na zasadzie „im dalej w las, tym mroczniejszy klimat”, Mikołajczyk co rusz puszcza do czytelnika oko, dzięki czemu dostaje on (czytelnik, nie Mikołajczyk) parę solidnych chwil wytchnienia po wycieczkach do krain mroku i atmosfery dusznej aż do zawrotów głowy. Co ciekawe, Chińska Podróbka jest jedynym tekstem, który nie tonie w nikotynowych oparach. Ot, hardboildowy ukłon w stronę niepalących, a może w XXII wieku nawet elektroniczne papierosy są już démodé.

Sporym uchybieniem byłoby przemilczenie kwestii graficznej antologii. I mowa tu nie tylko o okładce (wykonanej zresztą znakomicie przez niezawodnego Darka Kocurka). Przystanąć i pochylić należy się również nad ilustracjami. Ozdobienie każdego z tekstów stroną komiksu jest ilustratorskim strzałem Macieja Kamudy w pulpową dziesiątkę.

Co tu dużo gadać – Hardboiled to po prostu dobra książka, po którą powinien sięgnąć każdy, kto uważa, że „Noir’s not dead”, nie mówiąc już o miłośnikach literatury i szerzej kultury pulp, dla których jest to pozycja wręcz obowiązkowa.

Gdyby autorzy miast piórem operowali kamerą, tacy panowie jak chociażby Tarantino i Rodriguez mieliby nie lada konkurencję. A jeśli nie wierzycie, może przekonają was panowie Czubaj, Ćwiek i Masterton, którzy razem ze mną polecają Hardboilda waszej czytelniczej uwadze.

Kacper Kotulak

Kategorie: Hardboiled